29 kwietnia 2014

Rozdział 33


   Znowu wróciła do punktu wyjścia, siedząc w denerwująco spokojnej sali szpitalnej, z niezliczonymi przewodami podłączonymi do jej ciała i irytującym pikaniem urządzeń. Poza zasięgiem jej wzroku krzątał się Orochimaru, zajmując się medycznymi rzeczami o których nie miała bladego pojęcia. Kabuto kontrolował wyniki pojawiające się na ekranie jednego z komputerów. 
   - Co ty sobą reprezentujesz Dziecino?
   Podniosła wzrok na Orochimaru, który podszedł do niej z troską, ukrytą głęboko za kpiną i chłodem w jego gadzich oczach. Nie była pewna, czy to pytanie retoryczne, ale i tak milczała, bo nie miała pojęcia co mogłaby odpowiedzieć. 
   Itachi nalegał by dała się porządnie przebadać, gdy Orochimaru wróci do siedziby i tylko dlatego właśnie tam siedziała. Ona sama nie martwiła się swoim stanem zdrowia, bo czuła że nic jej nie dolega. Ale Itachi się uparł. A tak rzadko jasno dawał jej do zrozumienia, że czegoś chce, że postanowiła ustąpić. I jak zwykle okazało się, że ma więcej rozsądku, i dostrzega więcej niż widać na pierwszy rzut oka. Albo po prostu znał ją lepiej niż ktokolwiek inny, z nią samą włącznie. 
   Gdy po gruntownym przebadaniu wszystkiego co było możliwe – miała wrażenie, że nawet każdy pojedynczy włosek na jej głowie poddano dogłębnej analizie – usłyszała w końcu diagnozę, z początku nie zrozumiała o czym w ogóle mowa. A potem wyczuła za sobą intensywną obecność Itachiego, kładącego dłoń na jej ramieniu, który stał do tej pory w kącie pomieszczenia, tak cicho i nieruchomo, że przypominał posąg. 
   Dziwnie drżącymi dłońmi zaczęła odczepiać od swojego ciała niezliczoną ilość ssawek, kabelków i przewodów, przez które czuła się jak obiekt jakiegoś nieudanego eksperymentu. Właściwie to może i nim była. 
   Gdy niedelikatnie wyszarpała z żyły ostatnią igłę, Orochimaru ciągle jeszcze mówił. Mówił nieprawdopodobne rzeczy o pochodzeniu demonów, o budowie ich ciał, które oprócz potężnych pokładów chakry i innych niewytłumaczalnych mocy, składały się w głównej mierze ze wszelkiego zła jakie kiedykolwiek pojawiło się na świecie. I to właśnie zło, poprzez dotyk demona na jej ciele, przebicie klatki piersiowej i objęcie serca, wdarło się do jej organizmu i panoszyło po nim jak trucizna. 
   Orochimaru był prawdziwym szalonym naukowcem, więc nie udało mu się ukryć fascynacji tą dziwną przypadłością. Nie rozumiała, co może być w tym ciekawego. Ona przede wszystkim czuła się splugawiona i brudna. 
   Orochimaru pierwszy raz spotkał się z taką sytuacją, więc z medycznego punktu widzenia nie potrafił do końca wyjaśnić następstw jej ‘choroby’. Wszystkie swoje obawy i przeczucia zawarł w jednym zdaniu, po którym wyszła z sali. Powiedział, żeby nie planowała sobie długiego i szczęśliwego życia. 
   To nie tak, że miała zamiar to robić. Nie była aż tak naiwna, by traktować swoją przynależność do Akatsuki jako pracę dorywczą. Była płatnym mordercą, członkiem najbardziej poszukiwanej organizacji na świecie. Nie liczyła na to, że kiedyś przejdzie na emeryturę i osiądzie gdzieś w spokojniej okolicy, otoczona gromadką wnuków. Doskonale znała realia świata ninja. Bezlitosnego świata, który nie pytając o zgodę, ani opinię, wciągał w samo centrum wydarzeń, na które nie miało się najmniejszego wpływu. 
   To nie tak, że planowała długie i szczęśliwe życie. Ale usłyszenie, że nie ma sensu nawet o tym marzyć, było dziwnie dotkliwe. 

*

   Wolne chwile coraz częściej poświęcała na wędrówki po organizacji. Nie miała pojęcia jak głęboko ciągnie się w dół, ile tak naprawdę jest w niej pomieszczeń, ani tym bardziej co kryje się w tych pozamykanych. Do tego dręczyło ją pytanie, czy możliwe jest by tak rozległa konstrukcja została stworzona przez człowieka, czy może jest to tylko kolejna iluzja manipulującego ich życiami Lidera?  
   Wracała właśnie z przesiąkniętych stęchlizną i wilgocią głębokich podziemi, gdy jedne z drzwi które mijała, otworzyły się gwałtownie. Zanim się zorientowała, została wciągnięta do środka. 
   - Co do chol.. – urwała, widząc przez sobą spokojną postać małego Kierana. – O co chodzi?
   Pierwszy raz widziała u niego taką minę, jakby mieszankę zakłopotania i bezsilności. O ile ta pierwsza emocja wydawała się pasować do jego dziecięcej buzi, to ta druga nadawała mu tylko głębszego wyrazu zmęczonego życiem staruszka. 
   - Mam problem – oznajmił swoim cichutkim głosikiem. 
   - I co ja mam z tym wspólnego?
   Jego zawstydzenie wzrosło, spuścił wzrok i zaszurał niepewnie nogami. Ciągle, w najmniej oczekiwanych momentach przypominał jej, że jest tylko dzieckiem. 
   Skinął niepewnie w stronę łóżka stojącego pod ścianą. Spojrzała w tamtą stronę i aż zachłysnęła się powietrzem. 
   - Co kur.. – ugryzła się w język, gdy Kieran poderwał nagle głowę z ostrzeżeniem w oczach. 
   - Cicho – nakazał. – Obudzisz go.
   Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że przecież nie może podporządkowywać się rozkazom dzieciaka. Dziwnego, tajemniczego i prawie zupełnie niedziecinnego, ale ciągle dzieciaka. 
   - Nie obchodzi mnie to – odparła chłodno. – Co on tu w ogóle robi?
   Na łóżku leżał mały, blondwłosy chłopiec. Mógł mieć najwyżej półtorej roku. Wiercił się przez sen, co chwilę kwiląc coś pod nosem i wykrzywiając buzie w niezadowolonych grymasach. 
   - Należał do klanu który miałem wyeliminować na rozkaz Lidera – to było tak niemożliwe do wyobrażenia. Sama świadomość sensu słów Kierana pozostawiała w niej dziwny niesmak. – Wszystko szło dobrze, dopóki nie wszedłem do jego sypialni. Leżał w kołysce i uśmiechał się do mnie, jakbym wcale nie miał zamiaru go zaraz zabić. Po prostu... nie umiałem tego zrobić. 
   Znowu miała przed sobą chłopca. Chłopca Kierana, który bez wątpienia był jeszcze dzieckiem. Te nieustanne zmiany jego zachowania przywodziły jej na myśl osobę cierpiącą na rozdwojenie jaźni.
   - Och jak ty jeszcze mało wiesz o życiu.. – wymruczała, z dziwną satysfakcją. – I co, warto było? Warto było uratować życie jednego, bezimiennego dzieciaka, kiedy w zamian Lider pozbawi cię twojego? – i nie wiedząc dokładnie dlaczego, wybuchła nieprzyjemnym, drapiącym w gardło śmiechem. – Zbyteczny akt miłosierdzia Kieran, na jego miejscu pojawi się zaraz tysiąc identycznych, słodkich bobasów. Nie uratujesz ich wszystkich, życie masz tylko jedno, a ten świat jest okrutny. 
   - I dlatego cię potrzebowałem! Wiem, że Lider może mnie ukarać za nieposłuszeństwo, ale jeśli się za mną wstawisz.. tobie przecież nic nie zrobi..
   - Skąd ta pewność? – spytała podejrzliwie. 
   Kieran najwyraźniej zorientował się, że powiedział za dużo, bo zamknął buzię tak gwałtownie, że aż zadźwięczały uderzające o siebie zęby. 
   - Jestem zwykłym członkiem Brzasku, a Lider nikogo nie faworyzuje. Więc dlaczego moja obecność miałaby coś zmienić? – Kieran zdał sobie sprawę z tego, że cofa się automatycznie, kiedy zaczęła się do niego zbliżać. Następną rzeczą jaką poczuł była ściana za jego plecami i delikatny, niemalże czuły dotyk na jego gardle. – Dlaczego miałby mi nic nie zrobić? Dlaczego nie ukarze mnie tak jak reszty? – szeptała, a uścisk jej dłoni zaczął się zakleszczać. – Wiesz coś, czego ja nie wiem? 
   Wiedział, że nie może zrobić jej krzywdy, więc starał się po prostu spokojnie oddychać, co było tym trudniejsze, im mocniej wbijała paznokcie w jego gardło. Czekał cierpliwie aż czerwone oczy przestaną błyszczeć chorobliwie, a jadowita furia opuści jej głos. Miał nadzieję, że nie potrwa to długo, bo naprawdę miał już coraz większe trudności z hamowaniem się, a przecież uszkodzenie jej w jakikolwiek sposób nie wchodziło w grę. Dali mu to dość jasno do zrozumienia. 
   - Wiesz o czymś, o czym powinnam wiedzieć, i pewnie umierasz, z potrzeby powiedzenia mi tego?
   Prawdopodobnie uratował go płacz dziecka, nagle wyrwanego ze snu. Prawdopodobnie uratował też ją i ich obu, bo Kieran był zaledwie sekundy od wybuchu, a Anayanna wyraźnie miała zamiar rozprowadzić jego wnętrzności po całym pokoju. 
   Zaskoczona odsunęła się od niego i spojrzała na chłopca, jakby zastanawiając się co to w ogóle ma znaczyć. Jego buzia zrobiła się czerwona z gniewu, zaciekle młócił kończynami na wszystkie strony i ryczał wniebogłosy. 
   - Ucisz go jakoś – zażądała, gdy płacz bobasa stał się już nie do zniesienia. 
   - Niby jak? – oburzył się Kieran. – Jesteś dziewczyną, pewnie masz większe doświadczenie z dziećmi, ja sam jeszcze nim jestem. 
   - Chyba żartujesz.. Nie będę się mieszać w cudze problemy, sam uratowałeś tego bachora, więc teraz się nim zajmuj. 
   - Ale..
   - Żadne ale, jeśli ktoś się o tym dowie.. 
   - Oooch? Więc o to chodzi? Boisz się konsekwencji? Boisz się sprzeciwić Liderowi? Miałem o tobie nieco inne zdanie..
   Anayanna sapnęła z oburzenia, doskonale zdając sobie sprawę z manipulacji Kierana. Ale nie zmieniało to faktu, że uraził jej dumę, bo przecież tak naprawdę miała głęboko w poważaniu co na to wszystko powie Pain. 
   Ostrożnie podeszła do łóżka, nieruchomiejąc tuż przed nim, jakby o czymś sobie przypomniała. 
   - Ach i Kieran? – Kieran nie sądził, że możliwe jest wtłoczenie takiej ilości słodyczy w swój głos. I nie sądził też, że osoba która odwracając się przez ramię, patrzy na niego w taki sposób, jest w pełni poczytalna. – Wrócimy jeszcze do tej rozmowy. 
   A potem schyliła się i ostrożnie wzięła zawodzące dziecko na ręce. Zaczęła do niego cicho gaworzyć, a gniew chłopca malał z każdą chwilą. W końcu szerzej otworzył oczy, które okazały się porażająco niebieskie i przyglądał się Anayannie ciekawie, wyciągając rączki by chwycić jej włosy. 
   Kiedy nie histeryzował, był całkiem uroczy. 
   - Co masz zamiar z nim zrobić?
   - Na następnej misji podrzucę go pod czyjś dom. 
   - Błyskotliwe. A pomyślałeś co z nim zrobić do tego czasu? Takie potwory też muszą coś jeść. 
   - Zabrałem parę rzeczy, które były koło jego kołyski – Kieran wskazał na torbę leżącą na ziemi przy łóżku. Znajdowało się w niej kilka pieluch i zapasowych ubrań, smoczek i butelka. 
   - Widzę, że wszystko dokładnie przemyślałeś – dogryzła mu Anayanna, kołysząc już spokojnego malca. – Pewnie jest głodny, przynieś z kuchni mleko. 

*

   Mijał już drugi dzień od kiedy dziecko znajdowało się w organizacji. Anayanna siedziała na łóżku w pokoju Kierana i jak gdyby nigdy nic bawiła się z malcem. Kieran natomiast zajmował krzesło przy stole i milczał od dobrych kilku godzin, uważnie im się przyglądając. Zupełnie jej to nie dziwiło. 
   Mur zbudowany z tajemnic, który Kieran wznosił wokół siebie od kiedy tylko pojawił się w organizacji, wczorajszego dnia stał się o wiele mniej stabilny. Ale teraz wszystko wróciło do normy, zasób zużywanych przez niego słów znacznie zmalał, a on ponownie przyjął rolę biernego obserwatora. Teraz drażniło ją to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, biorąc pod uwagę kilka niewyjaśnionych kwestii i rzeczy, o których wiedział. 
   Gdzieś pomiędzy momentem, w którym blondwłosy chłopczyk wybełkotał coś niezrozumiałego ze śmiechem, a pociągnął ją za kolczyki, drzwi otworzyły się gwałtownie i stanął w nich Deidara. 
   - Ana-chan! Wszędzie cię szuk... – szeroki uśmiech zastygł na jego twarzy i urwał w pół słowa, widząc malca w jej rękach. – Co kurwa...
   - Co jest?! – Anayanna jęknęła, słysząc znajomy głos. Za Deidarą pojawił się Hidan, rozglądając z zaciekawieniem po pomieszczeniu. Podobnie jak blondyn rozdziawił usta w zdziwieniu, zauważając chłopca, ale znacznie szybciej wyszedł z szoku. – Ej Dei! Ten bachor wygląda zupełnie jak ty!
   Kieran zareagował błyskawicznie, wciągając obydwóch do pokoju i zatrzaskując za nimi drzwi. 

*

   Anayanna nie cierpiała wcześnie wstawać. Tym bardziej gdy wygodne, ciepłe łóżko dzieliła z mężczyzną obok którego trudno było przejść obojętnie. Oczywiście, Itachi zawsze wyglądał niesamowicie. Ale w trakcie snu jego twarz się odprężała i nie przypominała już chłodnej maski. Rozpuszczone czarne włosy swobodnie opadały na umięśnione ramiona i Anayanna marzyła teraz tylko o tym, by móc ponownie się w niego wtulić i po prostu nie myśleć. Przyzwyczaiła się jednak do tego, że świat nie spełnia jej zachcianek, nawet jeśli wydają się błahe i niewiele znaczące. Delikatnie muskając ustami skroń, spokojnie śpiącego Itachiego, wstała z łóżka i skierowała się do łazienki. 

*

   Widok, który zastała w pokoju po drugiej stronie siedziby, zdecydowanie jednak był wart zrywania się o tak wczesnej porze. Pierwszy rzucił jej się w oczy Hidan, rozparty niczym król i władca, na służącym mu za tron, zwykłym, drewnianym krześle. Z miną wyrażającą uprzejme zainteresowanie i może lekką pobłażliwość, przyglądał się scenie rozgrywającej się na łóżku. Kieran starał się uspokoić wierzgającego w każdą możliwą stronę chłopca, jednak zadania nie ułatwiał mu fakt, że trzymał go w wyprostowanych rękach, jak najdalej od siebie, zachowując się jakby miał do czynienia co najmniej z tykającą bombą. Bobas darł się, jakby go obdzierano ze skóry, a rozczochrany i zasapany z wysiłku Deidara, próbował wepchnąć mu do buzi butelkę z mlekiem. 
   Anayanna nie wiedziała czy śmiać się, czy płakać, więc po prostu stała w drzwiach, przyglądając się ich zmaganiom. Otrząsnęła się dopiero, kiedy Hidan wymamrotał coś o tym, że mógł przynieść popcorn.   Westchnęła z rezygnacją i podeszła do łóżka, wyciągając ręce po dziecko. Kieran oddał go jej błyskawicznie, niemal go upuszczając, z wyrazem skrajnej ulgi na twarzy. Gdy tylko znalazł się w jej ramionach, malec natychmiast się rozpromienił i zaczął wesoło gaworzyć. 
   - To niesprawiedliwe – burknął Deidara, z godnością odgarniając z twarzy kosmyki blond włosów. 
   Jakby na potwierdzenie jego słów, chłopiec wybuchnął głośnym, pociesznym śmiechem. Anayanna odebrała od Deidary butelkę z mlekiem i niemal natychmiast cisnęła ją w niego z powrotem. 
   - Gorące – syknęła, machając oparzoną ręką.
   Deidara ze zdziwieniem przerzucił butelkę kilka razy z jednej ręki do drugiej, ale nie odczuwając niczego intensywnego, wpadł na pomysł by zdjąć grube, czarne rękawiczki, chroniące wrażliwe wnętrze jego dłoni.   Sekundę później rzucił butelkę na łóżko, prychając i dmuchając na rozwarte z bólu usta. 
   - Wiedziałem, że podgrzewanie mleka katonem nie jest dobrym pomysłem – zachichotał z tyłu Hidan. 
   - I teraz zastanówmy się dlaczego dziecko płacze – dodała zgryźliwie Anayanna. 

*

   - Co wy tu tak w ogóle robicie? – spytała Anayanna, kilka minut później, gdy mleko już ostygło, a leżący w jej ramionach bobas z zapałem je chłeptał. 
   - Lubię dzieci – wyjaśnił ciągle obrażony Deidara. 
   - Yhy, chyba wysadzać – skomentował Hidan, przewracając oczami. 
   - Gdyby nawet..
   - A tak w ogóle – zaczął Hidan, wykrzywiając się do dziecka – jak byłem wcześniej w kuchni to spotkałem Sasoriego. Szukał cię Dei-chan, to mu powiedziałem, że dorabiasz sobie w żłobku. W sumie chyba niedługo powinien tu być, bo.. 
   Nawet nie skończył zdania, gdy drzwi pokoju ponownie się otworzyły i stanął w nich Lalkarz. Jego wiecznie beznamiętna ekspresja została odrobinę zachwiana, na widok roześmianego bobasa w samym środku jaskini wypełnionej mordercami. Uniósł brew i już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale niemal natychmiast mu w tym przeszkodzono.
   - Danna, my ci zaraz wszystko wyjaśnimy! – wrzasnął spanikowany Deidara, wciągając Sasoriego do środka. 

*

   W małym pokoiku Kierana cisnęła się już większa część Akatsuki. Kisame wpadł, bo przez przypadek usłyszał płacz małego, gdy drażnił go Hidan, a Konan szukała Anayanny. Obydwojga od razu urzekł chłopiec. Malec, ciesząc się z tego, że jest w centrum zainteresowania, siedział na łóżku i trajkotał wesoło, co chwilę wybuchając śmiechem. Kakazu, widząc dziecko wyraził jedynie nadzieje, że nie będzie zbyt drogie w utrzymaniu i natychmiast zniknął. Tobi natomiast był w siódmym niebie, bo sądził, że znalazł sobie nowego przyjaciela. Gawędził z blondyneczkiem w ich własnym języku i nie przejmował się sceptycznymi spojrzeniami innych. 

*

   Pierwszym słowem chłopca było ‘mama’ skierowane do nikogo innego, jak zaskoczonej Anayanny. Zebrani skwitowali to radośnie, bo dziecko w jakiś niewytłumaczalny sposób rozluźniło atmosferę w siedzibie i sprawiało, że wszystkim dopisywał dobry humor. 

*

   Na dworze panowała piękna pogoda, więc Anayanna postanowiła przenieść tymczasowy żłobek na zewnątrz, by chłopiec mógł się trochę dotlenić. Nawet jej, po tak długim czasie ciągle czasem przeszkadzał zaduch i wilgoć podziemi, a co dopiero małemu dziecku. Oczywiście nie mogła liczyć na dyskrecję, bo większość osób postanowiła jej towarzyszyć i tym samym wymknięcie się z siedziby, które planowała, zamieniło się w głośny pochód przez korytarze. Naprawdę się zdziwiła, kiedy po dotarciu na powierzchnię, nie okazało się, że do ich procesji dołączył sam Lider. 
   Hidan zaprowadził ich na polanę, kilka kilometrów wgłąb lasu, na której jak twierdził, lubił czasami zbierać kwiatki. Anayanna nie wnikała, chociaż polana faktycznie okazała się porośnięta pięknymi, wielobarwnymi kwiatami. 
   Siedząc w cieniu drzewa, przyglądała się chłopcu, który z wesołym uśmiechem pustoszył ziemię w zasięgu swoich rączek, wyrywając rośliny z korzeniami. Na głowie miał upleciony przez Konan wianek i wyglądał naprawdę rozkosznie. Anayanna przymknęła lekko oczy, głęboko wdychając świeże, wiosenne powietrze. Przez chwilę starała się powstrzymać uśmiech, uparcie wypływający na jej wargi, ale w końcu musiała się poddać. Od dawna nie czuła się tak błogo. Nie wiedziała, czy to za sprawą tego dziecka, czy wyrwania się w końcu z toksycznej siedziby, ale czarne myśli opuściły jej głowę, pozostawiając ją lekką i pogodną. Miała wrażenie, że wiosna, panująca w przyrodzie, opanowała także jej ciało, a było to pierwsze tak niewinne i czyste uczucie od bardzo dawna. 
   Otworzyła oczy, widząc przed sobą wspinającego się na jej kolana blondyneczka. 
   - Mama – wymamrotał niewyraźnie, podając jej pognieciony kwiatek. Anayanna włożyła go sobie za ucho i przytuliła chłopca. 
   - Czyżbym o czymś nie wiedział?
   Rozmowy na polanie umilkły, a spojrzenia wszystkich przeniosły się na postać, opartą o drzewo. Itachi stał w cieniu, z założonymi na piersi rękami i stoickim spokojem na twarzy. Znała go jednak na tyle, by wiedzieć, że ukrywa rozbawienie. 
   Cisza przedłużała się, a chłopiec wiercił się niespokojnie, wyraźnie pragnąc uciec od przeszywającego spojrzenia Itachiego. W końcu, co nie było niczym zaskakującym, pierwszy odezwał się Hidan. 
   - Och nie Uchiha, chyba ponoszą cię emocje, wystarczy tej złości! – zakpił z przekąsem, obserwując Itachiego spode łba. – To tylko twoja kobieta, z nieznanym ci dzieckiem na ręku, opanuj ten gniew, jest całkowicie nieuzasadniony! 
   Nieruchoma do tej pory twarz Itachiego, drgnęła lekko, gdy uniósł brew, pobłażliwie zerkając na Hidana. Potem ponownie przeniósł wzrok na chłopca, a on wybuchł głośnym szlochem. Gdzieś z boku dobiegł ją chichot Deidary. 
   - No już starczy, bo go straszysz – Anayanna odwróciła chłopca buzią do siebie i zaczęła go pocieszać. – Chodź tutaj, to zaraz ci wszystko wyjaśnimy. 
   Itachi jeszcze przez chwilę stał w bezruchu, jakby rozważając wszystkie za i przeciw. W końcu jednak westchnął cicho, przeszedł przez polanę i usiadł obok niej. 

*

   Nadchodził wieczór, a na dworze ciągle panowało przyjemne ciepło. Blondyneczek siedział wśród wysokiej trawy, bawiąc się stępionym kunaiem. Raz po raz wykrzykiwał coś gniewnie, kiedy Hidan zaczynał pstrykać go w ucho, albo robić głupawe miny. W końcu Jashinista dostał za swoje, kiedy przy próbie wytarmoszenia policzków chłopca, oberwał od niego kunaiem w nos. Deidara w tym momencie wyraził swoje ubolewanie, że zdecydował się na spiłowanie ostrza.  
   Anayanna mogła się spodziewać, że ta sielanka nie potrwa długo. Miała przeczucie, że Lider wiedział o wszystkim od początku i tym bardziej dziwił ją fakt, że jak do tej pory nie interweniował. Może chciał dać im złudne poczucie, że to oni są panami sytuacji i w pełni kontrolują swoje życia. Że mogą mieć przed nim tajemnice. Może uważał, że im dłużej będą tkwić w tej bańce złudzeń, tym brutalniejsze będzie jej przebicie. Może wiedział, że nagłe wyrwanie ich z tej chwilowej, pogodnej rzeczywistości, wytrąci ich z równowagi i ostatecznie rozwieje nadzieje. 
   Beztroska została przerwana w momencie gdy chłopiec, by uciec przed ciągłym dokuczaniem Hidana, zasiadł na szerokich barkach Kisame i pociągnął go za włosy. Wesoły śmiech zamarł w jego gardle, a członkowie Akatsuki niemal w tym samym momencie, poderwali się z ziemi. Anayanna miała wrażenie, że chmury zakrywają słońce, a temperatura jej ciała gwałtownie spada. Znała ten przejmujący chłód, rozdzierający jej wnętrze. Nie czuła go od kilku dni, od kiedy został stopiony wesołym uśmiechem chłopca i jego ciepłymi oczami. 
   Nie mieściło jej się w głowie, że może pojawić się przed nimi znikąd. Niedostrzeżony przez ich czujne oczy, niewytropiony przez wyostrzone zmysły. W jednej chwili delikatny wiatr poruszał soczyście zieloną trawą i koronami drzew, a w drugiej natura jakby zamarła, zatrzymana jego niezwykłą, paraliżującą siłą. 
   - Do środka. Natychmiast – oznajmił Lider głębokim, dźwięcznym głosem. Jego twarz była całkowicie nieruchoma, zastygła w wyrazie beznamiętnego spokoju. Anayanna czuła, że jest o krok od rozszarpania ich na kawałki. 
   Ostrzejszy podmuch wiatru zmusił ich do przymknięcia oczu, a gdy ponownie je otworzyli, już go nie było. Anayanna bez słowa odebrała chłopca z rąk Kisame, ale nagle jego małe ciałko przestało pasować do jej uścisku, a bijące od niego ciepło już jej nie ogrzewało. 
   Pierwsza ruszyła z powrotem do siedziby, a reszta poszła w jej ślady. Musieli prezentować się naprawdę dziwnie, w tym korowodzie ponurych twarzy, z minami jakby szli na ścięcie. Ale w promieniu kilkunastu kilometrów nie było nikogo, kto mógłby ich zobaczyć. 
   Blondyneczek, zapewne instynktownie wyczuwając niebezpieczeństwo, skulił się w ramionach Anayanny, kwiląc cicho pod nosem. Nie mogła zdobyć się nawet na uspokajające pogładzenie jego główki, wydawał jej się przez chwilę obcym, martwym przedmiotem. 
   A potem zrównał się z nią Kieran, rzucając jej jedno ze swoich przenikliwych, nieodgadnionych spojrzeń. W ręce ściskał królika, swoją brzydką maskotkę, którą Anayanna oddała mu po jego powrocie z misji. Podał ją chłopcu, a ten, zapominając o strachu, zaczął ją z zainteresowaniem oglądać. W końcu przytulił do siebie pluszaka i uspokoił się, przymykając z zadowoleniem oczka. 
   Kiedy stanęli przed wejściem do organizacji, ktoś wykonał pieczęcie otwierające przejście i po chwili wszyscy zniknęli za zasuwającym się kamieniem. Drogę do salonu pokonali błyskawicznie, jakby czas specjalnie przyspieszył, przed spotkaniem z nieuniknionym. W obszernym pomieszczeniu każdy zajął swoje miejsce przy stole i po kilku minutach milczenia, za swoim krzesłem bezszelestnie pojawił się Lider. Cała jego, na pierwszy rzut oka wątła, sylwetka promieniała tą nienaturalną potęgą Rinnegana. Nieruchome spojrzenie fioletowych oczu spoczywało  na Anayannie.
   - Co tu robi to dziecko? - spytał cicho, jednak było w jego głosie coś takiego, że nawet Hidan nie odważył się palnąć jakiejś głupoty.
   - Spokojnie. Za kilka dni go nie będzie - rzuciła po chwili Anayanna, patrząc na niego twardo, z chłopcem na kolanach. 
   - Chcę wiedzieć jak się tutaj znalazł, a nie kiedy wyniesie, bo o to sam się postaram. 
   - Zabrałem go z domu klanu, który miałem zlikwidować - odezwał się Kieran, nie okazując ani odrobiny strachu. Jego buzia była blada, poważna, a spojrzenie kryło w sobie hardość. Po raz kolejny Anayanna zaczęła się zastanawiać kim on jest, co tu tak właściwie robi i co pozwala mu rozmawiać z Liderem w ten sposób? - Kazałeś mi zabić wszystkich, którzy w jakiś sposób ci przeszkadzali. On jest jeszcze za mały, niczego nie rozumie i nic nie zrobił. 
   - Nawet najbardziej nieświadome i niewinne dziecko, w końcu dorośnie, bo nauczy się, czym jest prawdziwe cierpienie. Zostawiając go przy życiu obarczacie go na przyszłość tym cierpieniem. *
   Przez chwilę nikt nie odpowiadał. W końcu głos zabrała osoba, po której najmniej się tego spodziewano. 
   - Dzięki temu stanie się silniejszy - oświadczył beznamiętnie Itachi.
   Anayanna zerknęła na niego szybko, ale jego twarz była idealną, pustą maską. Tylko gdzieś w głębi czarnych oczu czaiła się resztka emocji, wywołana wspomnieniami swojego brata.
   Spojrzenie Lidera było bezlitosne, tak samo jak zapewne wyrok, który zamierzał wydać. Ale ona ciągle miała w głowie słowa Kierana, jego dziwną pewność, że Pain traktuje ją inaczej od reszty. Nie znała powodu tego podejścia, jeśli oczywiście było prawdziwe, ale zamierzała to przetestować. 
   Lider już miał ponownie zabrać głos, ale powstrzymała go, podnosząc się z krzesła i przeskakując ponad stołem. Zatrzymała się tuż przed nim, silnie ściskając blondyneczka. Malec był wyraźnie zmęczony, ospale reagował na to co działo się wokół niego i ciągle przytulał pluszowego królika. 
   Odważnie wysunęła do przodu ręce, prawie podtykając dziecko pod nos mężczyzny. Pod pozorną pewnością siebie kryła się jednak gotowość do odwrotu i mocno napięte mięśnie, w razie gdyby Lider zapragnął sam wydać wyrok na chłopca. 
   - Popatrz na niego - przemówiła spokojnym, kojącym głosem. Postarała się, by wyraz jej twarzy współgrał z tonem i uśmiechnęła się lekko. - Nie musi umierać, zasługuje na to, żeby żyć. Pozwól mu na to. 
   Chłopiec zastygł w jej rękach, patrząc uważnie na Lidera, jakby rozumiał, że zaraz przesądzony zostanie jego los. Głucha cisza panująca w pomieszczeniu zdawała się przeciągać w nieskończoność, członkowie Akatsuki siedzieli w bezruchu. 
   W końcu Pain oderwał wzrok od blondyneczka i przeniósł go na Anayanne, a ona widziała już wyraźnie, że tym razem wygrała. Widziała też wyginający się lekko kącik jego ust i błysk w fioletowym oku. W pierwszej sekundzie wydawało jej się, że to reakcja na dzieciaka, rozczulenie, które bezwarunkowo w każdym wywoływał. Potem jednak zrozumiała, że uśmiech Lidera ocieka jadem, a w tęczówkach Rinnegana pobłyskuje szyderstwo. 
   Wygrała, czy dał jej wygrać? Postawiła na swoim, czy kolejny raz zrobiła to, czego od niej oczekiwał?
   - Macie dwa dni - rzucił obojętnie i odwrócił się, znikając po chwili za drzwiami swojego gabinetu. 
   Za to za plecami Anayanny wybuchła wrzawa. Konan odebrała od niej malca i dołączyła do kręgu zadowolonych tryumfem. 
   Anayanna odwróciła się, szukając wzrokiem Itachiego. Również na nią patrzył, na jego twarzy dostrzegła cień własnych emocji - niepokoju i strachu. A potem coś nakazało jej spojrzeć w bok, gdzie ciągle siedział spokojnie Kieran. Jego blado niebieskie ślepia wwiercały się z nią z zaciętością godną większej sprawy. I też to czuł, nie miała co do tego wątpliwości. Ten powoli pełznący po ciele niepokój i nieuzasadniony strach. 

*

   Dwa dni później Anayanna stała na szycie wzgórza organizacji i patrzyła, jak Kisame i Kieran znikają powoli wśród otaczającego ich lasu. Na szerokich barkach tego pierwszego zasiadał blondwłosy chłopczyk, wyczulony słuch shinobi ciągle niósł ku niej jego wesoły szczebiot. Silny wiatr załopotał jej płaszczem, a wraz z nim za jej plecami pojawiła się delikatna, pulsująca siłą energia. Itachi stanął obok i ostrożnie otoczył ją ręką w pasie. Gdy drzewa całkowicie zakryły oddalające się postacie i przestała słyszeć ich głosy, odwróciła się lekko, wtulając twarz w jego szyję. Nie odezwał się, ale przecież nie musiał. Tylko jego milczenie zawierało w sobie tak wiele słów i uczuć. Rozumiała je wszystkie doskonale. 


_________________________


Uwaga, czas na przemowę!
Nigdy nie przypuszczałam, że może mnie tutaj nie być tyle czasu... wow, nie wiem czy być pod wrażeniem, czy się kompletnie załamać. 
Od dłuższego czasu cierpię na wyjątkowo silny przypadek AWW (czyt. Absolutne Wyssanie Weny). Stan krytyczny, trzeba operować. 
Ten rozdział pisałam partiami, w naprawdę sporych odstępach czasu, mam nadzieję, że w trakcie czytania tego nie widać. 

No i chciałabym przeprosić za takie monstrualne opóźnienie, tych którzy czekali na nową notkę. Skończyłam ją dosłownie chwilę temu, ostatnia część szła już płynniej, więc mam nadzieję, że powoli odzyskuje zapał do pisania. 

Nie wiem jak często teraz będą się pojawiać notki, na pewno nie raz na dwa tygodnie jak kiedyś, ale postaram się też żeby nie raz na ponad dwa miesiące, jak teraz. 

I tak ciągle kocham was najmocniej na świecie


Pozdrawiam, buziaki ;3







14 komentarzy:

  1. No wreszcie!
    Takim miłym akcentem rozpoczynam ten komentarz - aż się zdziwiłam, widząc ogłoszenie, że u Ciebie nowy rozdział. Ale zaskoczenie jak najbardziej pozytywne, to pewne :3
    Bosze, początek taki przytłaczający... Ana badana przez Orochimaru, no kto by pomyślał, że Itachi zaproponuje coś takiego? Coś zawsze sądziłam, że nie przepadał za Wężowatym, ale skoro przez cały czas pełnił rolę czujnego obserwatora - nie mam nic przeciwko c:
    No i co to kurde ma być, ta "dziwna przypadłość" Anayanny? I dlaczego nie zostało jej dużo czasu? Nosz cholera, i jeszcze te jej przemyślenia...
    "To nie tak, że planowała długie i szczęśliwe życie. Ale usłyszenie, że nie ma sensu nawet o tym marzyć, było dziwnie dotkliwe." Niszczysz mnie, kobieto.
    I ten dzieciaczek, ojejku. Zastanawiam się wgl jakie ten Kieran ma umiejętności, skoro jest jeszcze tak młody i Lider go wprowadził w swoje szeregi? No i to, że uratował dziecko... Ogólnie Ana jako mama - podoba mi się taka wizja, zwłaszcza jeśli rolę ojca miałby odgrywać Itachi :D Ale zapewne nie planujesz szczęśliwego zakończenia, co? :(
    Tak ogólnie rzecz biorąc, ten rozdział wydał mi się taki jakiś... inny? Nie, że zły, wręcz przeciwnie. To rozespanie Deidary, wymarzony popcorn Hidana, wianek Konan i noszenie dziecka na barkach Kisame dodało tutaj jakiegoś przytłaczającego spokoju. Bo niby bohaterowie sie odprężają, zapominają o problemach, ale te słowa Lidera wszystko niszczą.
    No i to dziecko - czy miałaś zamiar pokazać, że mordercy też mają uczucia i inną stronę, czy może masz jeszcze jakieś plany?
    Pisz częściej, błagam. No i kocham, ściskam, całuję i tak dalej ♥

    Ps. zdecydowanie więcej opisów budzenia się koło Uchihy, proszę :3

    OdpowiedzUsuń
  2. No to tak, zrobiłaś w rozdziale troszkę błędów ;P brak przecinków albo źle ułożone zdanie, ale da się czytać i w sumie dla mnie jest okej :D sama popełniam w pierony błędów, więc nie zamierzam wypominać xD
    Powiem ci, że nawet fajny pomysł na rozdział dałaś xD dziecko ♥ czuję odrobinkę wpływu z mojego bloga xD w sensie no, samo dziecko xD chyba nie muszę mówić, że opisałaś to o wiele, wiele lepiej niż ja xD podobają mi się reakcje każdego z aka na dziecko, wyszło na to, że nie są do końca tacy nieczuli x) w każdym z nich się obudziły jakieś uczucia, o ich zajebistych reakcjach to nie wspomnę xD Hidan od razu insynuował, że bękart Deidary, hehehe xD on mnie w ogóle rozwalał, na tym krześle jak siedział sobie xD wielmożny hrabia xD albo jak gasił to napięcie Itachiego xDDD którego w sumie nie było xD
    Kieran powinien być takim tym... eee... no... przekaźnikiem pomiędzy dzieckiem a dorosłym w końcu sam nim niedawno był xD i jak zasugerował Anie, że jako kobieta się z nim dogada... ja sądzę, że miał na myśli posiadanie cycków = danie mleka xD to chciał powiedzieć, na pewno! xDD
    Ciekawe jaki immunitet chroni Anę przed jakąś krzywdą ze strony wszystkich z członków Aka, nawet Paina...? Pewnie Oro jakoś maczał w tym swoje paluchy, na pewno to on. Co do niego, to doprawdy okrutne jest tak przedstawić Anie prawdę, że pozostało jej kilka lat życia... prawda boli.
    No to tym akcentem zakańczam komentarz :D
    Czekam niecierpliwie na następny rozdział :D a więc piszemy, piszemy nie opierdzielamy się xD
    Duuuużo weny życzę ;*
    Trzymaj się, pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyno, nie było cię tu już tyle czasu że zdążyłam zapomnieć co się działo w poprzednim rozdziale!
    No dobra wiem sama jestem nie lepsza :<
    Pocieszające jest to że notka była przynajmniej długa i soczysta :D Ale mnie bardzo zdziwiłaś tą całą akcją z bobaskiem xd całe Akatsuki nagle stało się jedną wielką rodzinką, uśmiałam się przy tym rozdziale, naprawdę XD Chociaż też nieco się zmartwiłam tym że Ana jest chora, no i tylko mi nie mów że zamierzasz to tak zakończyć...proszę... Ja nie chcę żeby ona umierała, jest tyle sposobów żeby zakończyć opowiadanie a ty wybrałaś akurat ten ? :<
    Dobra jeszcze niczego nie wiem, nie będę przesądzać, poczekam zobaczę... po prostu mam bardzo ciemny scenariusz w głowie i nie chce żeby się spełnił :<
    Tak poza tym zastanawiam się nadal, kim jest do cholery Kieran? To podejście Lidera do niego jest naprawdę dziwne... i jeszcze ta groza którą podkreśliłaś na koniec, tak jakby miało nastąpić coś złego...Brrr...
    Czekam niecierpliwie na nn i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, hej, tęskniłaś? :D
    Postanowiłam nadrobić zaległości, które, nie oszukujmy się, są ogromne.
    Mam wielką przerwę w pisaniu sensownych komentarzy, więc bardzo bym Cię prosiła o zrozumienie :D
    A więc zaczynamy od rozdziału 26! Kiedy go czytałam myślałam tylko o tym, jak bardzo Ci zazdroszczę talentu opisywania tak krwawych i brutalnych scen zawierając w nich... całą brutalność jaką ze sobą niosą *-* Naprawdę, cudownie się to czyta <3
    A do tego przypomniałam sobie Anayannę, która była miłą blondynką, księżniczką... Nosz kurwa, kontrast jest ogromny XD
    27. Nakazujesz Nam włączać piosenkę, okej, wyłączyam swoją playlistę i idę za Twoją radą i obietnicą nipowtarzalnego klimatu.
    Ana się leczy, piosenka się skończyła, a ja się w niej zakochałam. Za jej odkrycie wiszę Ci piwo ;]
    Bosze... Maiałam cholernego stracha myśląc, że serio Anayanna umarła, a tu nie... Demon poszedł w piach!
    No i... Ja czekam na jakiś fajny seks Hidan-Ana, bo naprawdę się dobrze zapowiada, rozumiesz XD
    ...
    O nie, nie, nie, nie...
    Hej, kochana Autorko, co Ty mi tu za manianę odpierdalasz, jakie ,,do trzech razy sztuka"? Zdenerwowałaś mnie, no ._.
    Mam nadzieję, że w 28 jakoś to wszystko poskaładasz, bo chyba nie uczynisz z Any jakiegoś pierdolonego ducha, nie? Nie zrobisz tego, prawda? ;___;
    I widzę tu kolejną propozycję włączenia muzyki prosto z Twoich chytrych łapek. Okej, włączamy cichutko i sentymentalnie.
    Masz ode mnie kolejne piwo za podkład, jak tak dalej pójdzie, to zbankrutuje... A może zamienimy stawkę z piw na cukierki, co?
    Ale wiesz co? Jest smutno i źle, i ogólnie... niedobrze ._.
    Jest chociaż o tyle dobrze, że Ana jeszcze oddycha.
    Oh, pojawiła się Sakura, a Ana się obudziła, tak! Combos jakich mało i jestem z tego powodu, w końcu, zadowolona :D Teraz już chyba nic nie może pójsć źle, a przynajmniej przez parę następnych rozdziałów. Sorry, wyczerpałaś limit na złą passę postaci XD
    Ah... Kocham tą parę, jest taka... inna, słodka, cudowna, PO PROSTU ZAJEBISTA! O takich miłościach mogą robić filmy i pisać książki, zbankrutowałabym, ale chyba w słusznej sprawie XD
    Oh, w 29 nie widzę podkładu, więc na razie masz tylko u mnie 3 piwa. Nie wiem, jak Ci je dam, ale kiedyś dam XD
    HIDAN, CHUJU! Jak śmiesz na dziwki, jak Anayanna pod bokiem!? Co za frajer...
    Biedna... Hidan zaczyna odpierdalać, bo się zmieniła, no ale w sumie - toć to w pełni usprawiedliwione.
    Eh, Sakura i jej Kochany Pamiętniczku z serduszkami, zaaajeeebiście... Aż sobie przypomniałam, jak jej u Ciebie nienawidziłam XD
    Nyan-Nyan_nyanmaaruuuu... Dwóje jinchurikich się spotkało, co? Mii w zasadzie nie lubiłam, wydaje mi się taka... nijaka XD Nawet nie wiem, jak to określić, no ale skoro Naruciak tak za nią biega, to niech ma XD
    Ahh, Ana powróciła! I to w jakim stylu! Ej, tam tylko mi ruchania brakowało, do takiego pełnego efektu XD
    A do tego fragmentu pasował mi utwór:
    https://www.youtube.com/watch?v=gTAxzsetw1I
    Może Ci się, a nóż widelec, spodoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naaanannanaaa! I Naruciak szczęśliwy! Przynajmniej on :D A Mii wymyśliłaś bardzo fajną historię, kłaniam ci się w pas :D
      Olee... Sentymentalne spotkanie z dawnymi znajomymi. Kto by się spodziewał, ale zgadzam się z Aną (XD). Akino... kto ją w ogóle przydzielił do ANBU? Wpadła w panikę i zapewne w takim stanie mogłaby wypapleć wszystkie utajnione informacje o Konoha, ja dziękuję za taki elitarny oddział .-.
      Cholera, tak długo mnie nie było i tak długo rozmarzyłam się o Hidanie, że zapomniałam o Itachim 'o'
      No ale... Ale jednak Ana bardziej pasuje do psychola, ale z Itasiem może i tak robić, co chce XD Prawdziwa kobieta sukcesu ;]
      Kurwa! Czytam już 32 rozdział! Kiedy ten czas minął, co? :I
      Pierwsze primo:
      Wojna? O chuj chodzi?
      Jakie ,,jeśli ktoś z jej bliskich umrze"? Nikt nie umrze, nie może, nie pozwalam, definitywne NIE. Wniosek oddalam, proszę więcej nie wspominać mi o takich strasznych rzeczach ._.
      Interesuje mnie Kieran. Ten fragment o jego oczach... No, no, ciekawa postać, której nawet sam Hidan się przestraszył. A właśnie! Hidan! Co z Hidanem? ;>
      FUCK! 1:0 dla Kierana, moi drodzy! Mały, niewinna chłopaczek z królikiem, i pewnie autyzmem, zgasił piękną Anayanne!
      Po tej scenie u Hokage śmiem twierdzić, że głupia Konoha będzie się poryuwać z motyką na słońce, próbując "wyciągnąć" Anę z ,,bagna, w które weszła". No cóż... Byłoby to głupie posunięcie, jakby nie było :I
      I wychodzi na to, że tylko Kakashi posiada cholerny olej w głowie. Gai chce iść na pewne samobójstwo, rozumiem, nawet się nie dziwię, ale Anko i Kurenai? Asuma? Czy ich do cholery już całkowicie posrało?
      Hej-na-na-na! To już 33 rozdział, ale go skomentuję osobno :D

      Usuń
    2. Więc, jak obiecałam, to zrobię.
      Zaczynam swój wywód na temat 33 rozdziału z twórczością Amy Winehouse w tle :D
      Ej! No kurwa no nie! Nie może być! Zabijesz ją? Tak najzwyczajniej w świecie pozbawisz życia? A co z Itachim? Z Hidanem? Z królikiem, którym teraz się opiekuje?... Powiedz, że zrobiłaś sobie jakiś niesmaczny żart i wszystko będzie jak dawniej?
      Nie?
      Ale na pewno?
      ...
      Jeszcze zmienisz zdanie .-.

      Ej, ale swoją drogą, to Kieran jest całkiem dobrym, cholernym cwaniakiem! Nieźle prowokuje Anę, a do tego trzeba mieć jaja i trochę rozumu... Bynajmniej, odważny typeczek ;]
      O KUUUUUUUUUUUURWAAAAAAAAAA!!!
      Po pierwsze, Ana całkiem nieźle zajmuje się dziećmi, co mnie w sumie nie dziwi, ale musiałam o tym wspomnieć.
      A drugie ,,O KUUURWAAAAAAAAAAA!", to to, że ten cały klan do wybicia... To klan Dei'a? ;>
      Ojacie-jacie-jacie! Będzie mały Dei! <33333333333333333333333333
      Chyba XD
      Ej, wiesz co? Właśnie wyobraziłam sobie Deidarę tarzającego się po podłodze i dmuchającego na swoje ojęzyczone łapki...
      Scena cudowna :3
      Ja pierdole XDDD
      Ogólnie robi się co raz bardziej komicznie, bo niedługo wszyscy będą wiedzieć o dzieciaku, oprócz najbardziej zainteresowanego Paina XD
      Już szczerzę się jak głupia do monitora, jak czytam ten rozdział, ale szczyt rozbawienia osiągnęłabym, gdyby do Itachiego malec zacząłby się zwracać per "tato" XD Co jest raczej niemożliwe przez pierwsze wrażenie Itachiego na dzieciaku, szkoda :I
      Za cholerę nie mogę rozgryźć Paina i jego planów... A do tego Kieran, z którym mam identyczny problem. Dlaczego on jest taki ,,zmęczony przez życie"? Dlaczego ciągle wpatruje się w Anę? To jest w ogóle normalne? Może jest szpiegiem? A może kolejną marionetką Sasoriego? Za cholerę nie wiem i to mnie deprymuje ._.
      No i boli mnie odejście malca i chyba nie tylko mnie, bo Anie raczej też to się nie spodobało... Eh, Pain mógłby okazywać więcej ludzkich uczuć, przecież Konan... Właśnie, dlaczego Konan do nie przekonała? Przecież ona ma na niego wpływ tak, jak nikt inny, prawda?

      AWW staje się pandemią, jak widać u mnie utrzymuje się już prawie rok, ale powoli zaczęłam się leczyć, chociaż u innych autorek też to dotkliwie widać...
      Cholera jedna wie, o co chodzi, może jakiś nowy program rządowy - kontrola umysłów, coś? XD

      A, i wiesz co? Dobrze było poczekać te pare... miesięcy (?) z Twoją twórczością, bo poczułam, jak bardzo ona mi się podonba i za co podobała mi się wcześniej <3
      Piszesz wspaniale i masz do tego zapał, to cudowne, co zresztą widać po tym, że niedawno blogowi pyknął jeden roczek, a to nielada wyczyn <3
      Ahh... Fajnie jest wrócić do komentowania i czytania, nie ma co :3
      Pozdrawiam,
      życzę odnalezienia lekarstwa na AWW i szybki powrót weny, bez rehabilitacji, oczywiście :D

      Usuń
    3. Ah, i zapomniałabym o dwóch, ważnych rzeczach, albo nawet trzech XD
      1. Szablon pięęęęęęęęęęęęęęęknyyyy <3
      2. Pamiętaj o piwach, bo ja pewnie zapomnę, jak dobrze pamiętam, to wiszę Ci 3... Nie zdziw się, jak kiedyś dostaniesz je pocztą XD
      3. Pamiętasz Essi Karen? Właśnie zabieram się za tworzenie jej karty postaci i mam nadzieję, że rezultat Ci się spodoba :D

      Usuń
    4. O mój boże :D
      Nawet nie wyobrażasz sobie mojego zachwytu, tego wieczoru dwa dni wstecz, kiedy przeczytałam twoje komentarze..
      Ostatnimi czasy jakoś tak olewam bloggera, bo albo coś czytam, albo oglądam.. no i jak pierwszy raz widziałam te cztery nowe komcie, to najpierw sobie pomyślałam, rany co za bezczelność, chyba muszę jednak usunąć tą podstronę ze spamem xD mega mnie zaskoczyły te komentarze pod rozdziałem, a jeszcze widząc, że od ciebie to już w ogóle mi szczena opadła :D
      Długo czasu zajęło mi przetrawienie takiej ilości dobrych emocji, no i wreszcie mogę ogarnąć odpowiedź:
      No pewnie, że tęskniłam! Już myślałam, że na dobre porzuciłaś blogosferę...
      'Sorry, wyczerpałaś limit na złą passę postaci ' ten fragment mnie dobił, bo... och żadnych spoilerów :3
      Ogólnie strasznie mega serdecznie i z całego serducha dziękuję za te wszystkie miłe słowa i komplementy, cieszę się, że nawet po takiej przerwie podoba ci się powrót do tej historii i jaram się czytając jakie emocje w tobie wywołuje ;3
      KLAN DEIDARY. O bogowie, dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?! ;_____________________________________________________________________________________________________________________; boże to było błyskotliwe, mogłaś wcześniej podsunąć mi ten pomysł! ;c ech a życie takie brutalne..... no ale może jeszcze kiedyś ten pomysł wykorzystam, jak mi będzie pasować do akcji, bo prawdziwie zacny :D wiszę ci skrzynkę piw w takim razie!
      Sprawa z AWW staje się już na tyle poważna, że chyba powinni wynaleźć jakąś szczepionkę... blogerzy stają się powoli zagrożonym gatunkiem ;__;

      Pod koniec komentarza to już w ogóle mnie zatkało z wrażenia i radości, nie spodziewałam się twojego powrotu, a co dopiero tego, że jeszcze będziesz chciała wykorzystać postać Essi :D nie mogę się doczekać!

      Ogólnie, to dostarczyłaś mi niemało wzruszeń swoim powrotem, teraz czekam z niecierpliwością na jakiś twój rozdział!
      Ściskam, całuje i pozdrawiam ;3

      Usuń
  5. Ana, gdzie nowy rozdział? ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, już mam tak z półtorej strony xD

      Usuń
    2. nie ukoiłaś moich nerwów bardzo, wiesz? ;c

      Usuń
  6. wiem, że gdzieś pojechałaś, ale cholera, ja chcę ten rozdział ;c

    OdpowiedzUsuń
  7. Nękam cie dalej!!! Rozdział proszę!

    OdpowiedzUsuń

Mile widziane wszelkie sugestie, pochwały, nagany i ogólnie Wasze opinie na temat bloga. Bardzo miło jest przeczytać, że ktoś docenia moją pracę i wyraża to w komentarzu, dlatego za każdą notkę szczerze dziękuję ;3